Przewiń lub użyj strzałek aby przeglądać portfolio

Budując swoją kosmetyczkę – na czym zaoszczędzić, a na co warto wydać więcej?

Powinnam przestać pisać na Facebooku, że post na blogu ukaże się w przyszłym tygodniu. Najczęściej nic z tych obietnic nie wychodzi, czasu na pisanie brakuje, a ja nie znoszę półśrodków. Dlatego każdy wpis musi być przemyślany, okraszony zdjęciami, starannie wynajduję nazwy kosmetyków, chcę mieć pewność, że to co napiszę, będzie przydatne dla wielu z Was. Ostatnio ogromnie zaskoczyła mnie fala komentarzy pod wpisem o ulubionych podkładach (a przecież to zaledwie część tego, co używam). Nic z tym moim pisaniem nie robię i tu trzeba oddać sprawiedliwość – piszę dwa, trzy razy do roku. Nie uważam się za blogerkę, ale od czasu do czasu mam chyba coś ważnego do przekazania.

O czym będzie ten wpis? O moich obserwacjach. Do podjęcia decyzji o stworzeniu takiego tekstu przyczyniły się również spotkania z paniami dla których prowadzę indywidualne lekcje makijażu. Często w ich kosmetyczkach obserwuję zbyt duże ilości nieużywanych kosmetyków kolorowych lub źle dobrane podkłady i korektory. Rynek kosmetyczny zmienia się. Zmiany są szybkie, intensywne, nowe marki, formuły, kolekcje powstają jak grzyby po deszczu (cóż za trafne określenie w pierwsze, deszczowe dni jesieni). I jeśli nie śledzi się na bieżąco trendów, nie ogląda filmików na YouTube można bardzo łatwo się pogubić i wypaść z obiegu.

Dziś to nastolatki wyznaczają trendy, blogosferą zajmują się coraz młodsze osoby. To dlatego ceny tak się zmieniają i to, co jeszcze 2 tygodnie temu kosztowało mniej, dziś sprzedawane jest sporo drożej. Wystarczy, by popularna vlogerka  zachwalała coś w internecie, dodała do ulubieńców miesiąca i kosmetyki te znikają z półek w trybie natychmiastowym, drogerie świecą pustkami, a producenci wyraźnie podnoszą ceny najpopularniejszych kosmetyków (pomijając już praktyki niektórych sprzedawców na Allegro, którzy ceny ustawiają bardzo, ale to bardzo wysoko).

Ten temat jest pewnie znajomy. Chciałybyście stworzyć jakąś bazę, mieć kosmetyczkę zarówno na dzień i jak i wieczór, esencjonalny zestaw, ale nie wiecie od czego zacząć. W efekcie często dajecie się ponieść chwili i w Waszym zbiorze lądują kosmetyki do makijażu, których nie lubicie nakładać i które zwyczajnie nie są przydatne. Mając do czynienia z różnymi kosmetykami, wiem już że na niektóre niesłusznie wydaje się dużo pieniędzy. Chciałabym, żeby stało się jasne, że nie mówię co kto ma robić ze swoimi pieniędzmi i jeśli po prostu sprawia Wam przyjemność zakup luksusowych kosmetyków, to bardzo proszę. Moje porady będą praktyczne i skierowane do osób, które chcą rozplanować swoje wydatki, dowiedzieć się o tym jak zaoszczędzić na kosmetycznych zakupach, a jednocześnie cieszyć się z dobrze wyposażonej kosmetyczki.

Na czym warto zaoszczędzić?

Baza pod podkład

Jest kilka luksusowych produktów, które mają dobre działanie i warte są swojej ceny np Guerlain Base L’Or czy Becca Backlight Priming Filter, ale szczerze? Większość baz nie robi nic, tylko ładnie wygląda w opakowaniu i nosi huczne hasła od producenta. Baza/olejek od Farsali ma bardzo podobny skład do tego od WIBO Unicorn Tears z tym, że ta pierwsza kosztuje 219 zł, a druga około 30 zł. W składzie obu znajdziemy glicerynę, wyciąg z żurawiny, olej z jagód goji i acai oraz glikol roślinny. Ich działanie jest więc podobne. Podobny mają również kolor dzięki dodaniu miki i różowego barwnika.

Część baz może również przysporzyć kłopotów, gdy nie dobierzemy ich odpowiednio do podkładu. Na bazie fluid może się ślizgać, rolować, a nadmiar tego specyfiku na twarzy powoduje, że makijaż trzyma się o wiele krócej. Najczęściej sięgam po bazy, które mają rozświetlić i rozjaśnić poszarzałą i zmęczoną cerę (wspomniana wyżej Becca), czasem punktowo dobrze jest nałożyć bazę matującą na strefę T i rozszerzone pory (np. Benefit), ale naprawdę nie ma powodu, by wydawać krocie na bazę pod makijaż. Nie bójmy się tego. Większość baz nie robi nic, czasem nawet nie zauważycie różnicy. O wiele bardziej polecam primery w aerozolu (np. Glamglow, Estée Lauder, MAC czy Smashbox). Nie tylko nawilżają skórę, utrwalają makijaż, ale można nimi odświeżyć wygląd w ciągu dnia i pozbyć się pudrowego wykończenia na twarzy.

Matowe pomadki w płynie

Niektóre szminki są kultowe i dlatego też wiele kobiet pragnie je mieć w swojej kosmetyczce. Wspomnę np odcień Pillow Talk od Charlotte Tilbury, serię Rouge Volupté Shine od Yves Saint Laurent, Rouge Coco od Chanel czy Dior Addict od Dior. Kultowy jest już nie tylko sam kosmetyk, ale również jego opakowanie. Tak popularne w ostatnich kilku latach pomadki matowe w płynnej formie, które zastygają na ustach, to co innego. Te tańsze nie ustępują jakością droższym i tak, często pomadki od Golden Rose są lepsze od Anastasia Beverly Hills, które dość mocno wysuszają usta, a na stronie drogerii Sephora to jedynie 3,2 gwiazdki na 5 i wiele nieprzychylnych opinii konsumentek. Ja mam zdanie podzielone – niektóre kolory prezentują się pięknie, niektóre faktycznie bardzo nieładnie wchodzą w skórę ust i nie powalają trwałością.

Prawdziwym hitem sprzedaży jest seria Super Stay Matte Ink od Maybelline, pomadki Soft Matte Affect, Lipfinity Max Factor czy Semilac. Nie są to jakieś wygórowane ceny (15-36 zł), a efekt jaki otrzymujemy na ustach jest często nie do odróżnienia lub bardzo podobny. I jeśli lubicie malować usta i często zmieniacie kolory pomadek, dobrym pomysłem jest zaopatrzenie się w wersje mini, albo pomadki z tańszej półki cenowej. 10 pomadek Anastasia Beverly Hills to już 1220 zł. Bardzo dużo. Kosmetyki tej marki i wielu innych (np Fenty Beauty, Zoeva, Huda Beauty) jak do tej pory są wyłączone zawsze z promocji w drogerii i nie otrzymamy ich w niższej cenie.

Rozświetlacz

Moda na rozświetlacze pojawiła się już jakiś czas temu i od tego momentu producenci prześcigają się w tworzeniu nowych edycji. Mamy więc te prasowane, sypkie, w sztyfcie, w płynie, w galaretce, w żelu lub w kremie. Wybór jest ogromny. Rozświetlacze bazują na bardzo podobnych składach, dlatego te tańsze również potrafią powalić na kolana swoim błyskiem i pięknym wykończeniem na twarzy. Najczęściej w składzie możemy znaleźć talk, mikę, krzemionkę czy wazelinę. Osobiście uwielbiam rozświetlacz Becca Shimmering Skin Perfector, ABH Amrezy, Stila Heaven’s Hue, ale cenię też My Secret Face Illuminator Powder, AA Wings of Color, Glow Mon Amour L’Oreal czy Megaglo Highlighting Powder Wet n Wild. Jeśli naprawdę chcecie oszczędzić, ale mieć rozświetlacz dobrej jakości, sugerujcie się tym jak kosmetyk wygląda na skórze, a nie jego marką czy opakowaniem. Najpiękniej będzie prezentować się odcień w kolorze szampańskiego złota.

Brązer

Brązerów tak jak rozświetlaczy jest na rynku całe mnóstwo. Już dawno zatarła się różnica między tymi luksusowymi a tańszymi. Oczywiście jak ognia należy unikać takich, które dają na twarzy nienaturalny marchewkowy kolor. Wśród moich ulubieńców są bezsprzecznie Marc Jacobs O!mega Bronze Tantric, Amazonian Clay Matte Tarte, Chocolate Soleil Too Faced, ale brązery tańszych marek takich jak Rosie, KOBO, Golden Rose czy WIBO również posiadam i używam, miksując je z powyższymi (mieszanie brązerów i nakładanie w odpowiedniej kolejności daje bardzo ciekawe efekty). Gama kolorystyczna jest szeroka i możemy przebierać w pięknych, chłodnych odcieniach mlecznej czekolady. Czasy pomarańczowych plam na policzkach minęły bezpowrotnie. Dobry puder brązujący otrzymacie już za 20 zł.

Tusz do rzęs

Jeśli chcecie zminimalizować wydatki kupujcie tańsze tusze do rzęs. Po pierwsze dlatego, że tusz wymienia się z reguły po trzech miesiącach i przy tak częstych zmianach portfel byłby lżejszy o dobrych kilkaset złotych rocznie. Po drugie dlatego, że bardzo rzadko spotykam się z drogimi tuszami, które są naprawdę warte swojej ceny i robią coś więcej na rzęsach (tak jak np. Lancôme Hypnôse, który bardzo lubię). Najlepsze efekty zauważyłam używając maskar L’Oreal, Eveline, Max Factor czy WIBO. Niektóre z nich biją na głowę te z najwyższej półki. Do moich ulubionych należą Volume Million Lashes So Couture L’Oreal, Volume Celebrity od Eveline oraz 2000 Calorie Max Factor.

Eyeliner

Jeśli nie cieszy Was perspektywa dolewania płynu Duraline z Inglota w celu odświeżenia konsystencji, kupujcie eyelinery w żelu nie droższe niż 30 zł. Nie dojdziecie do połowy słoiczka, a kosmetyk będzie tak suchy, że nie uda się go nabrać na pędzel. Wysycha przy każdym użyciu, także należy zakręcać słoiczek tak szybko jak tylko się da. Przyznam, że to mój ulubiony rodzaj kosmetyku do malowania kresek. Ostatnio bardzo polubiłam drogeryjny eyeliner polskiej marki Hean, świetnie wypada też ten z Inglot (czerń ma numerek 77) czy Maybelline. Dbam tylko o to, by mieć własne wyprofilowane pędzelki, a nie te grube dołączone do opakowania przy zakupie.

Naprawdę nie zauważyłam jakiejś spektakularnej zmiany stosując Bobbi Brown czy Urban Decay. Oprócz tych w żelu bardzo chętnie sięgam po eyelinery w pisaku. Uważam jedynie, by końcówka była bardzo cienka i spiczasta. Podobnie jak  przy brązerach łączenie eyelinerów daje dobre efekty. Tak zwaną „jaskółkę” przy zewnętrznym kąciku oka można spokojnie dokończyć pisakiem, który jest po prostu bardziej precyzyjny.

Gąbeczka do makijażu

W 2016 roku stworzyłam tekst o oryginalnej gąbce Beauty Blender i wtedy nie było według mnie żadnej godnej alternatywy dla tych akcesoriów. Na szczęście po trzech latach (tekst ukazał się dokładnie w październiku 2016) mogę zmienić zdanie i śmiało powiedzieć, że nowe propozycje gąbeczek dają radę, niewiele kosztują (10-30 zł), są miękkie i bardzo dobrze rozprowadzają podkład.

Do moich ulubionych należą gąbki Hulu, WIBO, Bioderma, Donegal, Glam Rush, Lovely czy Boho Beauty. Jako, że kupno nowej gąbeczki to kwestia dwóch, trzech miesięcy warto na bieżąco uzupełniać braki. Oczywiście o swoje gąbeczki trzeba dbać, myć je często, nie zostawiać na nich za długo podkładu i pudru, nie trzymać mokrych w zamkniętych szufladach czy kosmetyczkach. Ja swoje umieszczam w specjalnych złotych osłonkach. Na dzień dzisiejszy mam około 20 gąbek, kiedy tylko zaczynają się kruszyć, mocno pękać jest to dla mnie znak, by się ich pozbyć i wymienić na nowe.

W co więc warto zainwestować?

Podkład

Podkłady marek luksusowych i selektywnych uwodzą swoim zapachem, konsystencją, lekkością, trwałością oraz eleganckim opakowaniem. Przy użyciu tańszych podkładów nie zauważam takich efektów jak przy użyciu Clarins, Guerlain, Lancôme, YSL czy NARS. Te podkłady to po prostu inna liga. Często zawierają w sobie także odżywcze składniki, wyciągi z roślin, pielęgnują skórę i ją upiększają. To nie są puste frazesy. Potwierdza się to zwłaszcza u kobiet dojrzałych, których skóra jest bardziej wymagająca niż u nastolatki. To właśnie u Pań 50 + widać dobrze działanie takiego podkładu i to one zauważą najlepsze efekty. Skóra jest wyraźnie rozświetlona, młodsza, wygląda lekko i świeżo, a zazwyczaj panie są zachwycone efektem i kupują fluid z mojego polecenia. Jeśli miałabym postawić na droższy kosmetyk w kosmetyczce, byłby to na pewno podkład.

Paleta cieni

Niektóre tańsze palety cieni są dobre, ale zawsze czegoś im brakuje. A to czerń nie jest za dobrej pigmentacji, a to cienie foliowe już tak nie zachwycają na powiece, a to poszczególne kolory się ze sobą nie łączą tworząc plamy. Lubię pracować na paletach Affect, Juvia’s Place, Too Faced, Nabla, Fenty Beauty i nie są one najtańsze, ale wiem że jakość idzie w parze z ceną. Wszystkie palety, które wyjątkowo mi odpowiadają kosztują więcej niż 100 zł. Wyjątkiem jest tu może Zoeva oraz KOBO (ale one też już wyraźnie podrożały). Co do kolorystyki, starajcie się dobierać odcienie, którymi umalujecie oczy zarówno na dzień do pracy jak i na wieczór. Jeśli dobrze przemyślicie tę kwestię wystarczy Wam nawet jedna, dobra paleta.

Korektor pod oczy

Jeżeli tylko czujecie, że korektor którego używacie wysusza, nie możecie trafić na odpowiednią konsystencję, zbiera się w załamaniach, tworzy nieestetyczne plamy może warto sięgnąć po klasyki używane przez wizażystów z całego świata. O swoich ulubionych korektorach pisałam przy okazji zestawienia podzielonego na dwie części, ale kilku innych nie zdążyłam jeszcze zamieścić. Takim klasykiem, który zawsze się sprawdza jest YSL Touche Éclat – korektor magiczny, który pięknie rozświetla,a przede wszystkim posiada lekką konsystencję. Tak samo cenię Helena Rubinstein Magic Concealer, MAC Pro Longewar, Guerlain Multi-Perfecting, Tarte Shape Tape czy Huda Beauty The Overachiever. Może kiedy już znajdziecie ten jeden jedyny korektor, będziecie do niego wracać i nie zamienicie na żaden inny?

Puder do twarzy

Jest na rynku cała gama pudrów prasowanych i sypkich, które są zadowalające, ale te bezsprzecznie najlepsze nie są tańsze niż 150 zł. O pudrach pisałam już w jednym z poprzednich postów. Najlepsze z najlepszych posiadają w swoim składzie również algi morskie, oleje np z liści eukaliptusa, wyciąg z żeń-szenia. Na twarzy tworzą cienką satynową woalkę i znacznie zmniejszają widoczność załamań na skórze, odbijają światło sprawiając, że skóra wygląda młodziej. A jeśli do tego dodamy dobry podkład, ten duet zachwyci niejedną z Was. Warto wypróbować pudry Laura Mercier, Lancôme, Shiseido, La Prairie, Kat von D (osobiście przymierzam się do Hourglass).

Podsumowując, warto robić kosmetyczne zakupy z głową, a kiedy zdarzy się korzystna promocja zaopatrzyć się w dwie sztuki ulubionego kosmetyku, by uzupełnić później braki. Jest sporo kosmetyków, które oprócz górnolotnych haseł producenta nie oferują nic, co byłoby warte ich wysokiej ceny. Jest też sporo perełek wśród właśnie takich tanich, niepozornych marek. Najważniejszy jest skład. Często przepłacamy kupując tak naprawdę to samo lub bardzo podobny kosmetyk w innym pudełku. Przy tak dużym nasyceniu rynku kosmetycznego łatwo wpaść w pułapkę bezmyślnego kupowania czegoś, co tak naprawdę wcale się nie przyda i w najgorszym wypadku spowoduje alergię.

Każda z nas od czasu do czasu zadaje sobie pytanie „czy ja naprawdę tego wszystkiego potrzebuję”? Czy muszę kupować kolejną podobną szminkę w odcieniu nude, czy muszę mieć 50 palet cieni? Porządek w kosmetyczce daje poczucie stabilizacji. Świadomość, że nie marnujemy ciężko zarobionych pieniędzy podaruje również uczucie komfortu i satysfakcji. Bardzo łatwo jest trwonić pieniądze w trakcie kosmetycznych zakupów dlatego pozwoliłam sobie napisać powyższe porady odnośnie świadomego kompletowania kosmetyczki. A jak to jest u Was?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Skontaktuj się ze mną

*

*


Informacje

Aleksandra Starachowska - makijaż Szczecin. Makijaż okolicznościowy, fotograficzny, ślubny, biznesowy, indywidualne lekcje wizażu.

Telefon: + 48 796 544 627
Email: aleksandra.starachowska@gmail.com
Facebook: www.fb.com/olamaluje

Wyślij wiadomość