Przewiń lub użyj strzałek aby przeglądać portfolio

O sposobach na sytuacje kryzysowe w makijażu i utrwalenie go

FixerDziś długa notka na jeden konkretny temat. W tym wpisie spieszę z pomocą tym z Was, które borykają się z problemem ścierania podkładu, rolującymi się cieniami i innymi sytuacjami mającymi miejsce w trakcie bądź po wykonaniu makijażu.

Podstawowym i często popełnianym błędem jest nakładanie kosmetyków kolorowych bez odpowiedniego przygotowania cery i najczęściej bezpośrednio na skórę.  Dzisiaj zdradzę Wam wszystkie znane mi sposoby na przedłużenie żywotności makijażu oraz naprawę drobnych błędów, które często niweczą efekt końcowy. Dzięki tym wskazówkom makijaż pozostanie dłużej świeży.

Problem nr 1: rolowanie się cieni na powiekach. Chyba nic nie denerwuje w tym temacie tak bardzo jak zbieranie się cieni w załamaniach na powiece. Efekt jest taki, że pojawiają się na niej nieestetyczne smugi i paski. Pierwsza zasada? Nigdy nie należy aplikować cienia na powiekę sauté. Pod cień zawsze nakładamy podkład, a dodatkowo wklepujemy korektor. Już ten drobny, prosty zabieg przynosi natychmiastowe rezultaty. Przed nałożeniem warto też przypudrować lekko powiekę. Tak zabezpieczony cień do powiek utrzyma się na swoim miejscu dłużej.  Druga sprawa to baza pod cienie. Często bezbarwna, lub o delikatnym perłowo-beżowym odcieniu. Na wieczorne wyjścia czy szaleństwa na parkiecie jest to punkt obowiązkowy. Bazy dostępne są w różnych cenach. Osobiście nie polecam tej z firmy KOBO. Zazwyczaj jestem zadowolona z produktów tej firmy. Tutaj nie zauważyłam by cienie utrzymywały się dłużej, nie spełnia swojego podstawowego zadania. W dodatku ma ona nieprzyjemny, farmakologiczny zapach i plastikowe niepraktyczne pudełeczko, które ciężko zakręcić. Według mnie najlepsze bazy to te marek Artdeco, Urban Decay oraz Lime Crime. Za jakość czasem trzeba zapłacić więcej. Te dwie ostatnie to koszt ok 100 zł, ale efekt wart jest swej ceny. Przy użyciu bazy tylko na specjalne okazje tubka starczy na długo. Nie trzeba nakładać na powieki zbyt dużej ilości tego kosmetyku.

Kolejna sprawa mająca wpływ na jakość makijażu to rodzaj cieni. Być może piszę o rzeczach oczywistych. Nie twierdzę w żadnym wypadku, że te najdroższe są zawsze bezsprzecznie najlepsze lecz w cieniach do oczu najważniejszą rolę pełni pigmentacja. Po nałożeniu cienia na palec kolor powinien być intensywny i dobrze mieszać się z innymi. Gorszej jakości cienie są rozmyte, niewyraźne , a na ręce przypominają smugę. Uczulam zwłaszcza na palety pt „100 i więcej cieni” oraz cienie do powiek dostępne w sklepach „po 5 zł” czy w chińskich marketach. Nie dość, że są to cienie o marnej pigmentacji  to jeszcze mogą powodować dodatkowo różne uczulenia, a po jakimś czasie uwalniają nieprzyjemny zapach. Byłam świadkiem alergii nie tylko na cienie, ale i podkłady czy kredki. Przykrych skutków trudno jest się pozbyć. Przestrzegam przed tego typu produktami . Lepiej jest mieć mniej kosmetyków, ale dobrych i ze sprawdzonego źródła. W drogeriach jest wiele kosmetyków co raz to nowszych marek. Polecam te z rodzimego podwórka – Wibo, Vipera czy Hean. Wypróbujcie My Secret, KOBO, Essence czy Catrice. Są to produkty na każdą kieszeń, ale ich jakość jest bardzo dobra. Każda z Was znajdzie coś dla siebie .

Problem nr 2: przyklejanie rzęs. Przyklejanie sztucznych rzęs nie jest zadaniem łatwym, ale uwierzcie mi ćwiczenie zawsze czyni mistrza. Najlepiej jeśli potrenujecie w domu. To od Was zależy czy użyjecie kępek czy rzęs na taśmie. Różnica polega na efekcie i metodzie jakiej użyjecie. Możecie nabyć kępki o różnej długości i bawić się ich kształtem. Np piękny wachlarz uzyskacie przyklejając najkrótsze od wewnętrznego kącika oka, a przy zewnętrznym te najdłuższe. Oko się pięknie otworzy, a spojrzenie będzie zalotne. Rzęsy na taśmie dają mocny i wyrazisty efekt, ale teraz można przebierać w ich formie. Najlepsze są te z naturalnego, sterylizowanego włosia (m.in. Ardell) Osobiście uwielbiam stosować te, które są na pasku, ale składają się z kępek. Takie rzęsy gwarantują spektakularny, ale naturalny efekt. Przy zakupie rzęs zwracajcie uwagę na pasek. Nie powinien być zbyt sztywny. Z takimi rzęsami zawsze jest kłopot, sztywna taśma często odkleja się, a przecież zadaniem rzęs jest dokładne przyleganie do naturalnej linii rzęs. Mają się one niemal stapiać z naturalnymi. Rzęsy najlepiej jest przyklejać za pomocą dobrych klejów (np DUO, powtarzam się znów: Ardell). Te dołączone do opakowania nie zawsze dają sobie radę, a rzęsy po jakimś czasie odklejają się. Najlepiej mieć jeden zaufany produkt. Tubka jest mała, ale starcza naprawdę na długo bo nie potrzeba dużej ilości kleju. Wybierać możecie spośród klejów białych, czarnych i przezroczystych. Ten pierwszy po kilku minutach zmienia się w zupełnie bezbarwny. Ślady, które ewentualnie zostają przy linii rzęs możecie zamaskować robiąc kreskę eyelinerem lub wypełniając ubytki małymi kropeczkami. Taki sposób działa zawsze. Spore trudności sprawia samodzielne przyklejenie rzęs. Cóż…musicie uzbroić się w cierpliwość. Najlepiej jest najpierw wytuszować naturalne rzęsy. Pomoże Wam oparcie ręki na blacie i naciągnięcie odrobinę kącika oka. Rzęsy w kępkach najwygodniej jest chwytać pęsetą i przyklejać jedną obok drugiej. Rzęsy na pasku najlepiej jest ułożyć w palcach i zginać delikatnie by wypracować sobie miękkość i elastyczność taśmy. Nanieście wąski pasek kleju pilnując by pokryć nim taśmę dokładnie (zwłaszcza na końcach, gdyż to one mają najczęściej tendencję do słabszego przylegania). Pamiętajcie, żeby nie przyklejać rzęs od razu po aplikacji kleju. Musi minąć kilkanaście-kilkadziesiąt sekund nim produkt zacznie właściwie działać. Delikatnie przyłóżcie pasek u nasady Waszych naturalnych rzęs zaczynając od środka. Możecie pomóc sobie pęsetą. Złapcie końce i delikatnie dociśnijcie same brzegi. Często samo przyklejenie rzęs nie wystarcza. Czasem warto wziąć do ręki patyczek kosmetyczny i delikatnie dociskać. Po kilku minutach rzęsy powinny się już trzymać mocno. Na koniec raz jeszcze pociągnijcie tuszem rzęsy. I te prawdziwe i te sztuczne. Idealnie połączą się ze sobą. Jeśli nie chcecie ich dodatkowo obciążać maskarą przeczeszcie je krótkimi ruchami szczoteczką do brwi i rzęs. Gotowe!

Problem nr 3: odciśnięty tusz na górnej i dolnej powiece. Wbrew pozorom jest to chyba najczęstszy problem występujący w trakcie lub po makijażu. Powodem jest najczęściej… brak czasu i pośpiech. Nie czekając na to aż tusz dobrze wyschnie otwieracie oko i tusz zostaje na powiece ruchomej. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Po pierwsze postarajcie się naprawdę poczekać tę dłuższą chwilę aż maskara wyschnie do sucha. Mowa tu głównie o kobietach obdarzonych długimi i podkręconymi rzęsami, które sięgają na otwartym oku załamania powieki. Co się stało to się nie odstanie i przypuśćmy, że taka sytuacja ma miejsce już po skończonym makijażu. Co wtedy? Pod żadnym pozorem nie naprawiajcie szkód od razu. Lepiej jest poczekać aż plama wyschnie, a potem spróbować delikatnie zeskrobać tusz. Suchy powinien zejść bez większych problemów. Jeśli ten sposób nie działa i mimo wszystko ślad po tuszu jest jeszcze widoczny nałóżcie kryjący korektor lub kamuflaż na zabrudzone miejsce i zaaplikujcie cień na nowo. Nie wycierajcie go płynem do demakijażu. Miejsce to stanie się wilgotne. Zmyjecie nie tylko cień, ale również podkład i bazę, a to ciężko będzie poprawić. I taka mała rada: starajcie się tuszować rzęsy patrząc w dół. Od razu zminimalizujecie ryzyko zabrudzenia. Co tyczy się dolnych rzęs polecam przede wszystkim wymianę szczoteczki. Nie tuszujcie rzęs grubą i gęstą szczotką, użyjcie innego tuszu. Możecie też użyć pojedynczej szczoteczki (dostępne są w zestawach w drogeriach i na Allegro za ok 1 zł za sztukę). Ważne by szczoteczka była wąska i smukła. Rzęsy dolne z reguły są krótsze i łatwiej jest zabrudzić skórę,a gruba szczoteczka do tuszu w tym pomoże. Zabrudzenia usuńcie patyczkiem kosmetycznym, a ewentualne braki takie jak cień czy korektor uzupełnijcie na nowo.

Problem nr 4: ścieranie się podkładu. To kolejny częsty kłopot. Można temu zaradzić. Jeśli tylko dysponujecie większą ilością czasu zacznijcie od przygotowania cery. Nałóżcie krem nawilżający po którym skóra będzie gładsza.  Na tak przygotowanej twarzy łatwiej będzie Wam rozprowadzić podkład. Jeszcze lepszy efekt zapewni użycie bazy pod podkład. Bazy mają kilka ważnych zalet. Często wygładzają skórę, wypełniają płytkie zmarszczki i ujednolicają koloryt. Najważniejsze jednak, że po jej użyciu fluid trzyma się na swoim miejscu dłużej. Po nałożeniu podkładu i wykonturowaniu twarzy nie zapomnijcie o pudrze sypkim tzw fiksującym. Możecie wybierać spośród nadających lekki koloryt i tych całkowicie transparentnych. Dodatkowo pudry bambusowe (moje nowe odkrycie z firmy Paese, polecam!) i ryżowe (Mariza, Kryolan) absorbują dobrze sebum i mają właściwości matujące (polecam szczególnie kobietom o cerze mieszanej i tłustej). Jeśli nasza skóra przestaje się świecić w strefie T, nasz podkład automatycznie utrzymuje się na swoim miejscu dłużej. Jeżeli nadal się obawiacie, że po kilku godzinach fluid spłynie istnieje jeszcze jeden sposób na utrwalenie go. Mianowicie utrwalacz, czyli fixer. Fixery dostaniecie w praktycznie każdym internetowym sklepie z kosmetykami. Najlepsze są te, które produkowane są przez marki tworzące kosmetyki głównie dla profesjonalnych wizażystów (np Kryolan, Karaja). Pamiętać jednak należy, że taki kosmetyk owszem utrwala makijaż, ale też dodatkowo mocno wysusza i obciąża cerę. Do zadań specjalnych tak, na co dzień niekoniecznie. Zamiast tego wypróbujcie mgiełki utrwalające (w swojej ofercie między innymi  mają NYX, Elf, KIKO). Nie tylko utrwalają makijaż, ale dają również przyjemne kojące uczucie.

Problem nr 5: Ślad szminki na zębach. O ustach nie piszę gdyż czasem za dużo się powtarzam. Zachęcam do zapoznania się z treścią tego posta: makijaż ust Tam napisałam chyba już wszystko na temat malowania ust, sposobach na to by szminka była trwalsza, a jej poprawki znacznie rzadsze. Tutaj wspomnę tylko o problemie pomadki, która dziwnym sposobem pozostaje na naszych zębach. Naprawmy to zanim dowiemy się o malowniczej czerwieni na naszym uzębieniu od osób postronnych. Unikniemy przykrej sytuacji. Szminka zostaje na zębach przez malowanie wewnętrznej części warg. Jest jednak sposób i na to. Niedomalowane usta wyglądają nieładnie. Co więc zrobić z ich wewnętrzną częścią? Zamiast szminki na to miejsce nałóżcie konturówkę. Konturówka do ust ma nieco inną konsystencję i nie rozmazuje się tak jak pomadka. Ważne byście dobrały kolor jak najbardziej zbliżony do barwy użytej szminki. Tylko tak oszukacie oko. Na zabrudzenie zębów jest jednak o wiele lepsza metoda i zdarza mi się ją od czasu do czasu stosować. Weźcie w dłoń chusteczkę higieniczną i zaciśnijcie na niej wargi. W ten sposób cały nadmiar kosmetyku pozostanie na chusteczce zamiast na Waszych zębach. Możecie bez obaw ruszać w miasto.

Mam nadzieję, że poruszyłam tu wystarczająco dużo kwestii, które mogą być problematyczne. Jeśli nie są to wszystkie problemy, to chętnie zapoznam się z Waszymi propozycjami. Teksty piszę dla Was w oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie. Sama stale się uczę i chętnie poczytam opinie. Chciałabym by posty były przydatne i przekazywały cenne wskazówki, które będziecie mogły zastosować w codziennych zmaganiach z makijażem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Skontaktuj się ze mną

*

*


Informacje

Aleksandra Starachowska - makijaż Szczecin. Makijaż okolicznościowy, fotograficzny, ślubny, biznesowy, indywidualne lekcje wizażu.

Telefon: + 48 796 544 627
Email: aleksandra.starachowska@gmail.com
Facebook: www.fb.com/olamaluje